Zastanawiające jest to, że im więcej razy sie upada tym więcej jest w stanie się znieść. Za każdym razem gdy myślisz, że już nie udźwigniesz więcej to podnosisz się po jeszcze większej tragedii. Takie jest właśnie życie. I choć teraz myślę, że nie dam rady wstać, to wiem, że z czasem podniose się i będę silniejsza. Wczoraj spytano mnie czy będziemy myśleć o kolejnym dziecku. Nie jeden znajomy zastanawia się ale większość nie spyta jakby to był temat tabu. Wiem, że to zbyt świeża sprawa by o tym myśleć. Są dni, że chęć posiadania dziecka jest tak silna, że myślę, że damy radę walczyć kolejny raz. Potem jednak przychodzi dół który odbiera marzenie i wiarę w nie. Nie wiem co będzie za rok czy pięć. Już nie planuje. Za dużo razy życie wywróciło się do góry nogami bym planowała co kolwiek. Chce żyć tu i teraz. Życie i tak ma dla Nas swój własny plan. Pewne rzeczy nie są zalezne od Nas i choćbyśmy bardzo chcieli nie mamy na to wpływu. A to co możemy zrobić to wyciągnąć wnioski z każdej lekcji i być jeszcze lepszą wersją siebie, bo kiedy jak nie dziś?
15.04
Straciłam Tymka tak niedawno, wszyscy bardzo współczują mi straty syna. Na okrągło słyszę, że nie wyobrażają sobie co mogę czuć bez Niego.. A ja myślami dzisiaj jestem gdzie indziej. Kolejna cholernie brzydka data. Co raz więcej tych złych rocznic w moim kalendarzu.. 15.04.2017 – druga strata. Pamiętam ten czas jakby to było wczoraj. Mój maleńki Ktosiek odszedł.. Serduszko już nie biło. Dostałam tabletki poronne, liczyłam każdy skurcz trzymając się za brzuch, wiedząc, że życie które było we mnie zgasło. Był 8tc ciąża przestała rozwijać się dwa tygodnie wcześniej. Skurcze bolały cholernie ale prawdziwa batalia rozgrywała się we mnie w środku. Nienawidziłam siebie. Nie chciałam żyć. Marzyłam o śmierci, wiesz? Nie chciałam wrócić do pustego domu. Nie chciałam nie być już w ciąży. Długo akcja sie nie rozkręcała i lekarz zadecydował o zabiegu łyżeczkowania ’20minut i po sprawie’. Wybudzili mnie i 2godziny później wypisałam się do domu na własne życzenie, była Wielka Sobota. Gdy wracam do tych chwil dostaje dreszczy. Te wspomnienie dają mi do myślenia, wiesz? Minęły 3lata. Serce krwawi mi równie mocno. I mimo, że strata Tymusia jest świeża i to jego żałobę przechodzę teraz to dziś jestem myślami przy moim drugim dziecku. Nie zdarzyliśmy się poznać, nie rozgościł się w moim brzuszku na długo, nie zdarzyłam poczuć się tak na prawdę w ciąży gdy ona dobiegła końca. I wiesz co? Ta strata wcale nie jest mniej bolesna od straty Tymka. Ludzie na okraglo umniejszają poronienia. Jakby to było nic takiego, jakby to, że dziecko przestało żyć w 6tc było mniej bolesne od tego z 34tc. Ktoś powie, że to płód. Dla mnie jednak to było moje dziecko. Mój maleńki cud. Po półtora roku starań zaszłam w ciążę i bardzo szybko życie powaliło Nas znów na kolana.. Najgorsze jest to, że szpital czesto nie informuje kobiet o możliwościach po stracie. Nikt mi nie powiedział, że mogę dowiedzieć się czy moje dzieciątko bylo córką czy synkiem. I co najważniejsze, że mogłam go pochować. Nikt nie wspomniał o tym. Dlugo po stracie czułam pustkę, bo nie miałam gdzie pójść zapalić światełko. Wiem, że są groby ogólne dzieci utraconych jednak nie na każdym cmentarzu. Gdybym miała wiedzę tą co teraz to na pewno zrobilabym badanie i pochowała swoje dzieciątko. Teraz gdy Tymuś leży w grobie, symbolicznie zapalam znicz i dla Naszych dwóch Ktosiów. Mam swoje miejsce gdzie mogę się wypłakać i „pobyć” z Nimi. Pomimo, że ta strata była na wczesnym etapie to serce krwawi i krwawić będzie. Żaden dzień mamy czy dzien dziecka nie będzie już taki sam. I trudnych dat jest co raz więcej..
Wielkanoc. Pierwsze święta w czwórkę, jednak nie tak jak oczekiwaliśmy.
Wiesz.. To będą cholernie trudne święta. Dla całego świata będą inne, bo tyle zła się teraz dzieje. Jednak to co zaczyna rozgrywać się we mnie w środku staje się nie do opisania. Tymon miał być z Nami, to miały być cudowne święta, w czwórkę. A dziś.. Co Nam pozostało? Pojedziemy zapalić światełko.. Tyle z Naszych wspólnych marzeń i planów. Wszystko legło w gruzach. Los odebrał Nam tak dużo, dziś nie mam siły walczyć, nawet się czołgać. Dziś się cofam. To będzie cholernie trudne kilka dni. Zwykłe dni bolą, a każde kolejne święto będzie jeszcze trudniejsze. Te szczególne dni już nigdy nie będą jak dawniej. Tęsknię za Nim cholernie, wiesz? Nie ma dnia, godziny żebym o Nim nie myślała. Żebym nie zastanawiała się jaki by był. Lubię marzyć o tym jak Oliwierek by się Nim opiekował, jestem pewna, że Tymuś byłby tym spokojniejszym dzieckiem i grzeczniejszym bratem. A po chwili uświadamiam sobie, że nigdy tego nie doświadczę, że Tymuś nie wróci, że już zawsze będę mamą po stracie. Gdy patrze na Oliwierka pęka mi serce, że jest sam. Poświęcam mu dwieście procent uwagi, chce mu zrekompensować to, że jest sam. I możliwe, że już zawsze będzie. On miał kurwa mieć brata.. Z którym nie raz będzie się bił, setki razy będą się kłócić i godzić. Gdzie razem będą psocić i doprowadzać rodziców do szału… A nie chodzić na pieprzony grób. Nie tak miało być. Nie ma sprawiedliwości, mam dziś w sobie ogrom złości do świata, żadne dziecko nie powinno cierpieć i umierać. Żadna matka nie powinna chować swojego dziecka. Żadna!!! Jeśli kogoś Bóg miał zabrać, mógł zabrać mnie. Każda jedna kobieta po stracie powie to samo. I nikt kto nie stracił dziecka nie ma prawa oceniać tego co właśnie piszę. Jest we mnie tyle żalu i goryczy, że samej mi ze sobą ciężko. Nie chce mi się słuchać swoich myśli, bo doprowadzają mnie do szału. Sama siebie nie lubie takiej. Jednak inaczej dziś nie potrafię.
Wielkanoc.. Święto które dopiero teraz w pełni odczuwam. Matka Boża oddała swego syna, straciła Go – tak jak ja i tysiące kobiet na całym świecie. Mam nadzieję, że kiedyś wezmę Tymulka w ramiona i znów poczuje się spełniona. Dziś jestem pusta w środku, wiesz..

To, że nie jestem jedyna nie poprawia mi samopoczucia, że jest Nas tak wiele. To sprawia, że jestem przerażona. Cholernie przerażona tym ile dzieci cierpi, ile umiera na całym świecie. Ile zła jeszcze musi sie wydarzyć, ile trzeba w życiu przejść? Ile razy trzeba się podnieść? Skąd brać siłę? Kiedy wyczerpie się limit bólu na jedną rodzine? Dziś mam dość. Jestem w dole i cholernej rozsypce. Muszę żyć dla Oliwiera. Choć wcale żyć nie chce. Wszystko robimy z myślą o Nim.. Bo mnie nie cieszy już nic. Usłyszałam, że Matka Boska coś zabiera, by coś mogła dać. To niech zabierze wszystko inne, a odda mi moje dziecko, bo nic nie zrekompensuje mi tej straty! 💔💔💔
Każdego dnia próbuje się uśmiechać, niby ciesze się z remontu i domu i męża i wszystkiego co ‚odzyskałam’ ale co mi po tym wszystkim jak nie ma Go obok mnie? Oszukuje się każdego dnia, że kiedyś Go znów przytulę, wezmę w ramiona i nigdy nie wypuszczę ale przecież nigdy w takie rzeczy nie wierzyłam. Jest w tym szaleństwo. Jednak dzięki niemu staram się oddychać.
Gdy zamknę oczy widze Tymusia jak leży na stole po sekcji zwłok z rozciętym brzuszkiem, z czaszką też pociętą, zimny i martwy. Patrząc z boku wiem, że brzmi to strasznie. Jednak dla mnie to wspomnienie jest tak ważne, bo mogłam Go dotknąć, pocałować. I do końca swoich dni chce mieć ten obraz w głowie, tylko tyle mi po Nim zostało. A dziś? Bardzo mi Go brakuje. I choć wtedy On już nie żył to mogłam być przy nim. Przy jego ciele, oba spotkania dały mi siłę. Czułam Go obok, czułam, że dam radę. Czasem wizyta na cmentarzu też tak działa, że mnie wznosi. Jednak dziś tak cholernie mi go brak. Chciałabym Go przytulić. Nawet martwego. Sama świadomość, że On jest przy mnie mi nie wystarcza, nie dziś. Jestem tak cholernie pazerna, chce Go mieć przy sobie, dotykać Go, całować i tulić do snu. Dziś sobie kurwa nie radze. A będzie jeszcze gorzej. Kilka cholernie trudnych dni. Chciałabym przewinąć taśmę do przodu by te święta już minęły, nawet obiadu nie planuje a co dopiero tak jak dotychczas pełny stół i grono rodziny. Boje się, że każde święta będą otoczone morzem łez. Cieszę się, Że Oli jest mały i nie będzie tego pamiętał, bo nie jestem gotowa udawać, że jest dobrze.
Tymulku mamusia robi Ci znicze, wkładam w nie cząstkę siebie. Tak wiele chciałam Ci dać, szczęśliwe dzieciństwo i dobry start w dorosłe życie. Wiedz, że staram się że wszystkich sił dać Ci tyle ile mogę. Stąd pomysł na znicze robione samodzielnie. Byś wiedział, że zawsze stanęłabym na rzęsach dla Ciebie. Kocham Cię całym sercem i tęsknię. Odliczam dni do spotkania.
Nowe hobby.
Gdyby ktoś kilka miesięcy temu powiedział mi, że moim nowym hobby będzie malowanie zniczy dla dzieci to wyśmiałabym.. Gdyby ktoś powiedział, że stanę przed wyborem nagrobka dla własnego dziecka, pomyślałabym, że oszalał. Życie zmieniło się o 180°. To pokazało mi kruchość życia tak bardzo, że każdego dnia boje się co jeszcze dla Nas ma los. Chce wierzyć, że po burzy wyjdzie słońce. Jednak bardzo się boję rozczarować kolejny raz. Gdy wszystko zaczyna się układać to coś się psuje i sprowadza na ziemię. Pomimo wszystko nie bałam się marzyć, na przekór wszystkiemu. Teraz.. Sama nie wiem czy jeszcze będę potrafić, ogarnia mnie strach, bo mam jeszcze wiele do stracenia. Każde spełnione marzenie niosło za sobą lawinę złych zdarzeń. Równowaga? Być może. Dziś mało optymistycznie pomimo pięknej pogody. 🤷🏽♀️ Chce Wam uświadomić, że każdy ma gorsze dni, chwile zwątpienia i smutku. Jednak liczy się to, czy po tym trudniejszym czasie wstaniesz silniejsza czy zatracisz się w swoich smutkach i zatracisz cząstkę siebie którą lubisz. Tą, która wierzy, że pomimo wszystko można być szczęśliwym. Tą, która walczy i nigdy się nie poddaje!

Myślę, że Tymuś patrzy na te znicze z Góry i jest dumny, że wkładam w nie cząstkę siebie.. A dziś wieczorem będą kolejne, obok Tymulka leży dziewczynka która urodziła się i zmarła w wigilię ubiegłego roku, dziś zrobię znicz i dla Niej. Wierze, że bawią się razem z Tymusiem gdzieś na górze. Mam tylko nadzieję, że jej rodzice się na mnie za to nie pogniewają.
Dwa miesiące 💔

Tylko tyle mogę Ci dać.. Pieprzony znicz przy którym wylewam łzy i wkładam cząstkę siebie. Tymulku mam nadzieję, że Ci się podobają, tęsknię do Ciebie z całych sił.
Staram się pisać jak jestem w lepszym nastroju, dziś nie mam do powiedzenia nic mądrego. Jestem zła, rozgoryczona i bez sił. Z każdym dniem wcale nie jest łatwiej. Jest. kurwa. bardzo. ciężko.
Jeśli nie masz siły wstać to zacznij się czołgać.
Zanim rozpadniesz się na kawałki pomyśl, że ktoś właśnie przechodzi jeszcze większą życiową tragedie. Nigdy nie wiesz co dla Nas los szykuje. Gdy już myślisz, że Twój limit nieszczęść jest wyczerpany jak bomba spada na Ciebie kolejne nieszczęście. Tymon odszedł gdy już byliśmy spokojni, gdy wierzyliśmy, że się uda, w najmniej nieoczekiwanym momencie. Spotkała Nas ogromna tragedia. To prawda, jednak w obliczu tego co się stało nie zatracam się w rozpaczy. Mimo, że ból w sercu rozrywa mnie na tysiąc kawałków, co dzień wylewam morze łez – walcze, każdego dnia. Na początku ciągle myślałam dlaczego spotkało to Nas? Dlaczego akurat Nasze dziecko odeszło? Czy jestem złą matką i nie byłby ze mną szczęśliwy? Czy mogliśmy coś zrobić by Tymuś był tu z Nami i co zrobiliśmy, że los nas każe..? Nigdy się nie dowiemy.
Z perspektywy czasu myślę, że każdy ma coś z góry pisane z jakiegoś powodu. I gdyby ktoś mi to powiedział jeszcze nie dawno ‚że tak musiało być’ dostałby w twarz. Teraz wiem, że im więcej próbowałam zrozumieć, im więcej pytań kłębiło mi się w głowie to bardziej katowałam siebie. Myślę, że każde wydarzenie Nas kształtuje i nadaje drogę którą mamy podążać. Już po drugiej stracie chciałam pisać bloga by pomóc innym kobietą, jednak sama nie miałam w sobie odwagi. Teraz dostaje mnóstwo wiadomości, słyszałam bardzo dużo historii rodzin po stracie i wiecie co? Poznałam kobietę która straciła troje dzieci w wypadku samochodowym, poznałam kobietę która straciła synka a półtora roku później pochowała również męża. Przypadków jest wiele.. Utwierdza mnie to w przekonaniu by nigdy się nie porównywać. Po śmierci Tymusia myślałam, że już nic gorszego mnie nie spotka ale skąd mogę mieć pewność? Przecież mam tak wiele co mogę stracić… męża, syna, rodzine. A te kobiety które wymieniłam straciły jeszcze więcej jak ja. To dopiero siłaczki! Każdą z Was podziwiam i mocno trzymam kciuki by jeszcze w Waszym życiu pojawiła się tęcza 🌈🖤

Moja droga bez Tymusia jest trudna, każdy dzień jest batalią. Jednak wierze, że mogę wynieść z tego lekcje i… Mogę zrobić z tym coś dobrego! Dla siebie i dla Was.
Chcesz rady? Ciesz się z małych rzeczy. To one nadają życiu sens. Mając w życiu wszystko nie będziesz szczęśliwy jeśli nie docenisz tego co masz. Mając zdrowie, rodzine, dach nad głową jesteś cholernym szczęściarzem.
Pamiętaj, zawsze może być gorzej. Gdy już upadniesz i nie masz siły wstać zacznij się czołgać, by potem się rozpędzić i biec.
Jeśli potrzebujesz się wygadać moje drzwi są otwarte. Pisz śmiało.. Nie twierdzę, że zawsze pomogę, czasem po prostu wysłucham a czasem opieprze byś wzięła/wziął się w garść. Każdy przechodzi osobiste tragedie, każdy ma prawo upaść ale to od Ciebie zależy co z tym zrobisz.
🤰🏽

W całym tym pędzie rozpaczy pousuwałam wszystkie zdjęcia z instagrama. Dziś prawie dwa miesiące po śmierci Tymusia jestem gotowa spojrzeć na nie. I żałuję, to był mój pamiętnik, przecież do cholery byłam wtedy szczęśliwa! Całe szczęście nie usunełam ich z telefonu. Czułam się bezgranicznie szczesliwa, bo czego mogę więcej szukać.. Mam swoich synków, kochającego męża, dom, psa, plany, marzenia. Wszystko to o czym zawsze marzyłam i to do czego konsekwentnie dążyliśmy, to nie bycie na szczycie satysfakcjonuje a droga którą musisz pokonać by tam dojść. Myśleliśmy, że nic więcej do szczęścia Nam nie potrzeba. Na prawde, prosiłam tylko o zdrowie dla swojej rodziny. Los drwi z Nas każdego dnia, jak już myślisz, że masz życie w garści ono wyślizga Ci się z rąk i przygniata do ziemi. Mówią, że człowiek dostaje tyle ile jest w stanie znieść od losu.. No cóż, czekam na więcej, bo podnosze się silniejsza, po raz kolejny. Jeśli tylko moi mężczyźni będę zdrowi i będą przy mnie to zniose wszystko. Tylko to może mnie złamać, każdego dnia boje się, że los mi ich odbierze. Ktoś powie to się nie zdarzy. A skąd masz pewność? Życie na okrągło pokazuje, że niczego nie można być pewnym. Ja, Ty nie mamy na wiele rzeczy wpływu. Nie jesteśmy panami świata i choć na wiele rzeczy mamy wpływ to nie na wszystko i to powoduje we mnie strach, bo jeśli nie mam nad czymś kontroli jest to nieprzewidywalne i może zmiażdżyć.. Mam nadzieję, że gdzieś tam jesteś szczęśliwy Mój maleńki Aniołku i pilnujesz by Nasza trójka była w kupię pomimo wszystko, Kochamy Cię!
Patrząc na to zdjęcie widze piękną kobietę, dumną, że nosi pod swoim sercem życie. Nigdy nie czułam się tak kobieca i seksowna jak wtedy. Dziś w lustrze widze wrak człowieka. Czuje, że ostatnie wydarzenia dodały mi co najmniej dziesięciu lat. I tak właśnie jest w życiu, wiesz.. Wszystko pozostawia po sobie ślad i choć człowiek się podnieście niezliczoną ilość razy to, to go zmienia. Idąc ulicą mijasz setki osób, nigdy nie wiesz jaką kto historie przeżył, ile musiał w życiu znieść. Więc nigdy nie oceniaj i nie porównuj ‚ta to ma lepiej’ . Zatrzymaj się. Podziękuj za to co masz i doceń małe rzeczy. To one nadają sens. Dziś, na nowo szukam tych małych rzeczy które zaczną cieszyć, bo mimo, że powodzi Nam się bardzo dobrze to nie potrafię się cieszyć z tego co mam. A to grzech, bo mimo takiej tragedii mam tak wiele. Mam rodzine, męża, synka. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak wiele kobiet dałoby się pokroić za dziecko. Tak więc pomimo całej tej cholernie ciężkiej sytuacji walcze, by znów na ustach zagościł uśmiech. Tobie życzę tego samego. Uśmiechnij się. 🙂
Co wybierzesz?
Ze swojego doświadczenia wiem, że duszenie w sobie emocji to nic dobrego, zatruwa się siebie od środka. Sama tak robiłam po stracie drugiego Ktosia.
Teraz gdy zmarł Tymuś ból był tak silny, że nie potrafiłam tego dusić w sobie. Na początku próbowałam, efekt był taki, że pogrążałam się w żałobie co raz bardziej i bardziej. Zapominając o synu który żyje.. Ja rozpaczałam, a Kamil dbał o Oliwiera za Nas oboje. Gdy próbowałam wrócić do codziennego życia i udawało mi sie nawet kilka godzin nie uronić łez to czułam się winna. W końcu straciłam dziecko musze być w rozsypce.. Jakby to, że zacznę funkcjonować ‚normalnie’ było wyznacznikiem tego, że Go nie kocham, jakby miało znaczyć, że przestane za Nim tęsknić bądź o Nim zapomne. Nie wiem co mną wtedy kierowało. Teraz wiem, że żałobę nosi się w sercu. Wspomnienia o Tymusiu będą boleć. ZAWSZE. Bez znaczenia ile czasu by minęło. Ja nie chce o nim zapomnieć. To wszystko się wydarzyło na prawdę, to nie jest sen. Mimo, że bardzo bym chciała obudzić się i poczuć jego kopniaki w brzuchu ale nie da się tak. Zawsze będzie moim dzieckiem, zawsze będę mamą po stracie. Tego nie zmieni nic. Nikt mi nie odbierze wspomnień z czasów ciąży gdy byliśmy szczęśliwi w czwórkę 👨👩👦👦
Teraz wiem, że to ode mnie zależy jak będzie wyglądać dalsze życie. Straciłam syna ale czy to znaczy, że musze pogrążyć się w żałobie tak mocno, że zatracę rzeczywistość? Do tego zmierzałam. Do czarnej odchłani, z której droga powrotna jest niemalże niemożliwa. Mój mały Aniołek by tego nie chciał. Oliwier żyje i to o Niego muszę zadbać. Póki nie chce żyć dla siebie, to będę żyć dla Niego. I Kamila. A Ty mamo/tato po stracie co wybierzesz? Zawalczysz o życie czy się poddasz?
Ps. Właściwie tyczy się to każdego z Nas. Nie ważne co w życiu się dzieje, to od Nas zależy co z tym zrobimy. Złe doświadczenia uczą jeszcze więcej w jeszcze boleśniejszy sposób. Każdy z Nas upada, każdy czasem jest na dnie. Gdy będziesz na zakręcie życia pomyśl co dobrego możesz zrobić z tym co pod nogi rzuca Nam los podnieś się i… Walcz!
Ps2.

Dziś się chciałam pochwalić prezentem jaki dostałam od koleżanki. Kasiu dziękuję Ci raz jeszcze. ❤️ Ta bransoletka dodała mi sił. Teraz czuje Tymusia nieustannie. A to daje mi siłe by żyć.
Na dobre i złe. ❤️
Znajomość która zaczęła się przypadkiem, na początku nie miała racji bytu, żadne z Nas nie wierzyło, że coś z tego będzie. Oboje skrzywdzeni niejednokrotnie nie wierzyliśmy w miłość, życie łamało Nas raz po raz, przez co stworzenie rodziny wydawało sie nierealne dopóki nie poznaliśmy siebie. Przypadek który odmienił Nasze życie. Nadał sens, sprawił, że zaczęliśmy wierzyć i marzyć. I tak konsekwentnie do celu niemalże od ośmiu lat idziemy ramie w ramie. Upadając i podnosząc się. Razem. Bezustannie. Mimo, że do ideałów Nam daleko to zawsze możemy na siebie liczyć.

Życie wystawiło Nas na kolejną próbę, wiem, że Nasz związek to przetrwa. Dlaczego? Bo wskoczyłabym za tego mężczyznę w ogień i on zrobiłby to dla mnie, jestem tego pewna. Każdego dnia kocham Go bardziej. Daje mi tyle wsparcia, rozumie jak nikt inny.

A gdy patrze na nich razem to miłość ogarnia całe me ciało. Jestem cholernie dumna, że Kamil jest moim mężem i ojcem mych dzieci. Jak widze to, jak opiekuje się Oliwierkiem, jak na Niego patrzy i o Niego dba to jestem spokojna. Gdyby mnie zabrakło to wiem, że stanąłby na wysokości zadania. A Oliwier? Kocha tate z całego serca zdjęcie wyraża więcej niż mogłabym napisać.
Wiele razy życie dało Nam w kość, jesteśmy na kolejnym zakręcie jednak przypadkowa znajomość która trwa od lat jest darem od losu o takiej sile, że wierze, że mając siebie przetrwamy wszystko. Miłość do tego człowieka pcha mnie by być jeszcze lepszą osobą, sprawia, że chce nad sobą pracować, każdego dnia uczę się cierpliwości i pokory. Dzięki niemu wstaje każdego dnia i uczę sie żyć na nowo. Nawet teraz gdy jest Nam cholernie źle, gdy czujemy nienawiść i złość za to co Nas spotkało, to ja nadal jestem wdzieczna za to, że los postawił Nas sobie na drodze. I choć nie rozumiem czemu życie Nas tak doświadcza to wierze, że musieliśmy trafić na siebie, bo nie każda para takie brzemie udźwignie. I choć nie wiem co będzie za kilkanaście lat, to chcę wierzyć, że prawdziwa miłość przetrwa wszystko i doczekamy późnej starości razem. POMIMO WSZYSTKO!
Odwiedziny.

Oliwier systematycznie odwiedza z Nami grób. Jeszcze nie rozumie, że tam leży jego braciszek ale na pewno będziemy mu tłumaczyć i opowiadać jak kopał Go w rączki. Pamięć o Tymku nie zginie. Chce by Oliwier wiedział, że ma brata który pilnuje Go z niebios. Tak nie wiele wspólnych wspomnień.. Mieli mieć wspaniałe dzieciństwo, mieli każdego dnia bawić się, bić, kłócić i wspierać. Widzieliśmy oczami przyszłość, ich wspólne dzieciństwo. Pomimo trudu podczas ciąży, pomimo ciężkiego macierzyństwa walczyliśmy by Oli miał rodzeństwo. By miał kogoś jak Nas już pochłonie Ziemia. Los zadecydował inaczej. Chce nauczyć Oliwierka dbania o grób, jak będziemy leżeć tam razem z Tymusiem, gdy Nas zabraknie.
Śpij słodko mój Aniołku, nie ma chwili byśmy o Tobie nie myśleli. Kochamy Cię całym sercem! 🖤🖤🖤🖤

