26 – tyle lat kończę dziś.
Gdy byłam zbuntowaną nastolatką w trudnej życiowej sytuacji nie liczyłam nawet, że dożyje tych lat, podejrzewałam, że albo podetne sobie żyły albo zapije się gdzieś. Nie widziałam sensu życia, wydawało mi się, że nic dobrego mnie nie czeka.. Nie śniło mi się nawet, że wyjde z tego bagna w którym byłam, nie marzyłam o rodzinie swojej własnej, o domu dobrej pracy czy studiach… To wszystko wydawało się nie realne. Dziś, wszystko to mam kochającego męża, który prowadzi dobrze prosperujaca firme, syna, dom, jestem w trakcie studiów.. A jednak dalej czuje w sercu brak.. Bo nie ma Tymusia. Dziś, 22miesiące po jego śmierci dopiero zaczynam rozumieć, że to cierpienie będzie zwwsze, bo kocham Go nad życie i cholernie tęsknie. Jednak wiem, że sama świadomie wybieram to cierpienie – bo nie chce o nim zapomniec, jest częścią mojego życia, tylko w ten sposób moge okazać mu miłość. Pewna mądra kobieta @mindatory.life powiedziała mi, że terapia po starcie dziecka prowadzi od bólu (ktory jest nieunikniony) do bólu który sami wybieramy. Dziś, czuje sie wolna, bo nie chce z tego bólu rezygnować, bo chce by pamięć o Nim trwała wiecznie. Do niedawna czułam sie przytłoczona wizją, że już zawsze będę to czuć. Sama sobie odbierałam możliwość szczęścia. Dzięki Tymusiowi Nasze życie się zmieniło, staliśmy się jeszcze silniejszą rodzinom. Dziś, wiem, że chce walczyć o Nasze szczęście, dziś w chwili melancholii doceniam ile osiagneliśmy pomimo trudnego startu i tego jak wiele po drodze zlego sie wydarzylo. Te promienie, zza burzowych chmur nadają sens. Dają siłę by walczyć by znów czuć słońce na twarzy. By uśmiech nie pojawiał się z wielkim trudem, a był codziennością jak przed dwoma laty. Jeszcze nie dawano balam się marzyć, bo moje najwieksze Marzenie odebrano mi.. Dziś na nowo chce wierzyć, że się podniesiemy i będziemy szczęśliwi. Pomimo cierpienia ktore będzie przy Nas do śmierci.
Tego sobie życzę, zdrowia, siły i wiary w marzenia ale również i każdemu z Was!








