Wielkanoc. Pierwsze święta w czwórkę, jednak nie tak jak oczekiwaliśmy.

Wiesz.. To będą cholernie trudne święta. Dla całego świata będą inne, bo tyle zła się teraz dzieje. Jednak to co zaczyna rozgrywać się we mnie w środku staje się nie do opisania. Tymon miał być z Nami, to miały być cudowne święta, w czwórkę. A dziś.. Co Nam pozostało? Pojedziemy zapalić światełko.. Tyle z Naszych wspólnych marzeń i planów. Wszystko legło w gruzach. Los odebrał Nam tak dużo, dziś nie mam siły walczyć, nawet się czołgać. Dziś się cofam. To będzie cholernie trudne kilka dni. Zwykłe dni bolą, a każde kolejne święto będzie jeszcze trudniejsze. Te szczególne dni już nigdy nie będą jak dawniej. Tęsknię za Nim cholernie, wiesz? Nie ma dnia, godziny żebym o Nim nie myślała. Żebym nie zastanawiała się jaki by był. Lubię marzyć o tym jak Oliwierek by się Nim opiekował, jestem pewna, że Tymuś byłby tym spokojniejszym dzieckiem i grzeczniejszym bratem. A po chwili uświadamiam sobie, że nigdy tego nie doświadczę, że Tymuś nie wróci, że już zawsze będę mamą po stracie. Gdy patrze na Oliwierka pęka mi serce, że jest sam. Poświęcam mu dwieście procent uwagi, chce mu zrekompensować to, że jest sam. I możliwe, że już zawsze będzie. On miał kurwa mieć brata.. Z którym nie raz będzie się bił, setki razy będą się kłócić i godzić. Gdzie razem będą psocić i doprowadzać rodziców do szału… A nie chodzić na pieprzony grób. Nie tak miało być. Nie ma sprawiedliwości, mam dziś w sobie ogrom złości do świata, żadne dziecko nie powinno cierpieć i umierać. Żadna matka nie powinna chować swojego dziecka. Żadna!!! Jeśli kogoś Bóg miał zabrać, mógł zabrać mnie. Każda jedna kobieta po stracie powie to samo. I nikt kto nie stracił dziecka nie ma prawa oceniać tego co właśnie piszę. Jest we mnie tyle żalu i goryczy, że samej mi ze sobą ciężko. Nie chce mi się słuchać swoich myśli, bo doprowadzają mnie do szału. Sama siebie nie lubie takiej. Jednak inaczej dziś nie potrafię.

Wielkanoc.. Święto które dopiero teraz w pełni odczuwam. Matka Boża oddała swego syna, straciła Go – tak jak ja i tysiące kobiet na całym świecie. Mam nadzieję, że kiedyś wezmę Tymulka w ramiona i znów poczuje się spełniona. Dziś jestem pusta w środku, wiesz..

To, że nie jestem jedyna nie poprawia mi samopoczucia, że jest Nas tak wiele. To sprawia, że jestem przerażona. Cholernie przerażona tym ile dzieci cierpi, ile umiera na całym świecie. Ile zła jeszcze musi sie wydarzyć, ile trzeba w życiu przejść? Ile razy trzeba się podnieść? Skąd brać siłę? Kiedy wyczerpie się limit bólu na jedną rodzine? Dziś mam dość. Jestem w dole i cholernej rozsypce. Muszę żyć dla Oliwiera. Choć wcale żyć nie chce. Wszystko robimy z myślą o Nim.. Bo mnie nie cieszy już nic. Usłyszałam, że Matka Boska coś zabiera, by coś mogła dać. To niech zabierze wszystko inne, a odda mi moje dziecko, bo nic nie zrekompensuje mi tej straty! 💔💔💔

Każdego dnia próbuje się uśmiechać, niby ciesze się z remontu i domu i męża i wszystkiego co ‚odzyskałam’ ale co mi po tym wszystkim jak nie ma Go obok mnie? Oszukuje się każdego dnia, że kiedyś Go znów przytulę, wezmę w ramiona i nigdy nie wypuszczę ale przecież nigdy w takie rzeczy nie wierzyłam. Jest w tym szaleństwo. Jednak dzięki niemu staram się oddychać.

Gdy zamknę oczy widze Tymusia jak leży na stole po sekcji zwłok z rozciętym brzuszkiem, z czaszką też pociętą, zimny i martwy. Patrząc z boku wiem, że brzmi to strasznie. Jednak dla mnie to wspomnienie jest tak ważne, bo mogłam Go dotknąć, pocałować. I do końca swoich dni chce mieć ten obraz w głowie, tylko tyle mi po Nim zostało. A dziś? Bardzo mi Go brakuje. I choć wtedy On już nie żył to mogłam być przy nim. Przy jego ciele, oba spotkania dały mi siłę. Czułam Go obok, czułam, że dam radę. Czasem wizyta na cmentarzu też tak działa, że mnie wznosi. Jednak dziś tak cholernie mi go brak. Chciałabym Go przytulić. Nawet martwego. Sama świadomość, że On jest przy mnie mi nie wystarcza, nie dziś. Jestem tak cholernie pazerna, chce Go mieć przy sobie, dotykać Go, całować i tulić do snu. Dziś sobie kurwa nie radze. A będzie jeszcze gorzej. Kilka cholernie trudnych dni. Chciałabym przewinąć taśmę do przodu by te święta już minęły, nawet obiadu nie planuje a co dopiero tak jak dotychczas pełny stół i grono rodziny. Boje się, że każde święta będą otoczone morzem łez. Cieszę się, Że Oli jest mały i nie będzie tego pamiętał, bo nie jestem gotowa udawać, że jest dobrze.

Tymulku mamusia robi Ci znicze, wkładam w nie cząstkę siebie. Tak wiele chciałam Ci dać, szczęśliwe dzieciństwo i dobry start w dorosłe życie. Wiedz, że staram się że wszystkich sił dać Ci tyle ile mogę. Stąd pomysł na znicze robione samodzielnie. Byś wiedział, że zawsze stanęłabym na rzęsach dla Ciebie. Kocham Cię całym sercem i tęsknię. Odliczam dni do spotkania.

Opublikowane przez Aniołkowa Mama

Żona i Mama czwórki dzieci. Trzech aniołków w niebie i jednego na ziemi.

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij