Jak żyć po stracie?
Chciałabym znać receptę, by każdej rodzinie w tej sytuacji było lżej. Czemu pisze rodzinie, bo to nie tylko kobieta traci dziecko ale również mężczyzna tak często ludzie o tym zapominają, dodatkowo wszyscy najbliżsi też muszą nauczyć się żyć po stracie, bo co powiedzieć bliskiej osobie w tej sytuacji? Jak pomóc? Jak nie przeszkadzać? Wreszcie jak zacząć rozmawiać? Czy udawać, że nic się nie stało? A może mówić o stracie? Nie mam złotego środka dla wszystkich. Jednak mogę opowiedzieć Wam jak było u mnie.
Poniosłam trzy straty każda była na innym etapie ciąży, każdą żałobę znosiłam inaczej. I za każdym razem w innym sposób uczyłam się żyć na nowo..
W pierwszej ciąży tak jak pisałam wyparliśmy z siebie to co sie stało, zwłaszcza, że organizm sam się oczyścił, nie było oznak ciąży, było łatwiej o tyle, że nie słyszeliśmy serduszka. Nikt o ciąży praktycznie nie wiedział, nie było pytań czy współczucia.
W drugiej ciąży było o wiele trudniej, o ciąży wiedziało więcej osób, doszedł do tego zabieg i cała szpitalna trauma. Po tej stracie chciałam się wypłakać, miesiąc spędziłam w dresie, poczochrana. Potrzebowałam rozmowy, jednak nie miałam w sobie tyle odwagi by zacząć, czułam, że każdy unikał tematu, nikt z najbliższych nie próbował rozmawiać albo chociażby spytać się jak ja chce to przejść. Każdy przyjął, że łatwiej jest zapomnieć, niemówić i nie myśleć ale dla kogo bylo łatwiej? Na pewno dla nich, bo ciężko jest pocieszyć kogoś w tej sytuacji – zdaje sobie z tego sprawe ale chociaż warto byłoby wysłuchać lub pozwolić wypłakać się w rękaw. Naokragło słyszałam rzeczy które sprawiały wiekszy ból i ucinały rozmowe, blokowały mnie jeszcze bardziej i zamykały w świecie żałobnej ciszy.
– jeszcze bedziesz w ciąży (skąd wiesz, że ta kobieta chce myśleć o kolejnej ciąży? Jedna będzie walczyć odrazu dalej, a druga latami nie odważy się na ciąże);
– lepiej, że poroniłaś teraz, niżeli w końcówce ciąży (to chyba najgorsza próba pocieszenia, bynajmniej dla mnie, bo jak może ktoś założyć, że strata ciąży w 8tygodniu boli mniej? Bo sie mniej człowiek przywiązał? To tak jakby zmarło dziecko w wieku 16 czy 20 lat – która strata boli bardziej? A no, każda jednakowo!);
– to jeszcze nie było dziecko ( kobieta/mężczyzna może czuć się tak, jakby odbierano im prawo do żałoby. Nieważne, że rodzice widzieli dziecko tylko na usg lub teście ciążowym. Dla tej kobiety, tego mężczyzny to było ich dzieciątko!);
– lepiej tak niż miało urodzić się chore ( dla kogo lepiej? Ty byś dbał/a o to chore dziecko ten rodzic?).
Przykładów jest setki. Dochodzi jeszcze udawanie jakby nic się nie stało, jakby ciąża, dzidziuś w brzuszku nigdy nie istniał. Rodzina, znajomi może zapomną, jednak rodzice po stracie nigdy. To bolało cholernie, a brak odwagi sprawiał, że koło sie zamykało. Dłużej dochodziłam do siebie, płakałam w samotności albo ramie męża.
Ciąża numer cztery.. Najświeższa sprawa. Boli o wiele bardziej jak wszystko dotąd. Nie dlatego, że to był 34tc, nie umniejszałabym poprzednich ciąż tylko ze względu na tydzień zakończenia. Głównie chodzi o to, że teraz mój synuś mógł żyć, odebrali Nam Go lekarze. Na poprzednie ciąże nikt nie miał wpływu ani ja, ani nikt inny. A Tymuś był zdrowym, silnym dzieckiem. Tyle czasu spędził u mnie w brzuszku i miał się dobrze. Umarł, bo lekarze znieważyli mój stan. Czemu ta strata boli bardziej? Bo gdybym została w szpitalu, wyciągnęli by go z brzuszka, leżałby w inkubatorku i teraz już pewnie bylibyśmy w domu, a tak moge odwiedzić grób.. Boli bardziej, bo wszystko przypomina o ciąży, cięcie cesarskie, pociążowy brzuch, laktacja, wypadające włosy i w pełni przygotowana wyprawka. Wcześniej obwiniałam siebie za poronienia na które nie miałam wpływu. Teraz po kilku latach wiem, że nie była to moja wina. Musiało upłynąć tyle czasu bym przepracowała to w głowie. Jednak z Tymusiem jest inaczej. Nigdy sobie tego nie wybacze. Zaufałam lekarzom, mimo wątpliwości odpuściłam, bo co ja moge wiedzieć.. chyba znają się na rzeczy? Gdybym zawalczyła o zostanie w szpitalu. Gdybym pojechała wcześniej do szpitala. Gdyby kto inny był zastępcą ordynatora. Gdyby Tymuś był bardziej ruchliwy może wyczuła bym, że rusza się mniej. Gdyby mój organizm był mniej odporny i gdybym gorzej sie czuła pomimo kroplówek.. Gdyby ciśnienie skoczyło. Gdyby… Dużo pytań bez odpowiedzi. Pewnie nigdy sobie nie wybacze, na samą myśl serce pęka i ból jest tak silny, że brak oddechu.
Teraz po ciąży z Tymusiem choć upadam każdego dnia, wylewam morze łez i nieustannie o tym myślę, to mimo wszystko nie mogę się poddać. Mam Oliwiera dla którego musze żyć. Nie chce milczeć. Chce mówić o moim dziecku tak często jak będę mieć ochote gdy umarł odeszła cząstka Nas. Tego nie da sie wymazać z pamięci. Mam prawo o tym mówić, mam prawo płakać, czuć złość, żal. Mam prawo przejść to po swojemu.
Jeśli znasz osobę która teraz przez to przechodzi to po prostu porozmawiaj czego oczekuje. Jak chce to przetrwać, czy potrzebuje rozmowy, może samotności albo przytulenia i siedzenia w ciszy. Ważne jest by miała wsparcie. Najważniejsze się nie odsuwać, wielu znajomych teraz sie od nas odusnęło, domyślam się, że nie wiedzą jak sie zachować, o czym rozmawiać.. Ja wiem, że to nie codzienna sytuacja, ale my nadal jesteśmy ludźmi, potrzebujemy normalnych sytuacji, zwykłych rozmów o pogodzie chociażby. Każdy sposób jest dobry ale musi być właściwy do konkretnej sytuacji.