Kolejny rok. Kolejny raz swiat sie zatrzymal, w sekunde wracam do tamtych przezyc, czuje je tak wyraznie jakby sie dopiero wydarzyły. Boli rownie kur*wa mocno….
Tymulku miałbyś już trzy lata… Dzis czuje zlosc i bezsilność myslac o tym jak wiele nam odebrano czasu razem, Twoj tata dzis tez ma urodziny, obiecuje Ci, ze zrobie wszystko by jak najwiecej sie usmiechal. Za łzy wylane przepraszam.
Oczami wyobraźni widzę Cię, nie sprawia mi to trudności, bo byłeś bardzo podobny do brata. Widzę Cię jako ciemnokiego chłopca, z blyskiem w oku i zadziornym usmiechem.. Co juz potrafisz, a z czym masz trudnosci? JAk Ci Tam jest? Czy nas widzisz? Czy jestes z nas dumny? Ma kto czytac Ci bajke na dobranoc i calowac kolano jak sie przewrocisz? Czy Blania jest z Toba?
Bo my tu jesteśmy. We trojke. Trwamy w tym zyciu, gnamy do przodu pomimo zawieji. Walczymy każdego dnia o uśmiech i lepsze zycie dla Oliwiera. Choc nie raz chciałabym wcisnąć reset i odejsc z tego swiata. Gdy byles w brzuszku, w szpitalu – prosilam Cie bys kopal z calych sil i walczyl, tak jak ja to robię i… Walczyles. Na drugi dzien zaczales byc bardziej aktywny. Nie poddałes sie. Obiecalam Ci wtedy, ze ja tez sie nie poddam. I slowa dotrzymam. Choc to Życie tak boli.
Chce wierzyć, ze gdy nadejdzie czas to znow będziemy razem, chce wierzyc, ze jestes bezpieczny. Jesli jestes tam szczęśliwy to ja z pokorą będę cierpieć i tesknic tu na dole.. Tylko ta mysl pozwala mi oddychac.
Dzięki jednej z Was mam pewne przemyslenia. Wczoraj byliśmy na randce, kino plus wieczór we dwoje w domowym zaciszu bez młodego. Spedzilismy milo czas, smielismy sie, cieszylismy sie soba. Dziś zrobiliśmy pierniczki z Olim w fajnej rodzinnej atmosferze. Teraz leze we wannie i wyje tak bardzo, ze brakuje tchu.. jutro jest pogrzeb naszej wymarzonej coreczki.. Jednego dnia gory, drugiego doliny. W jednym ulamku sekundy nastroj zmienia sie diametralnie.. Jesteśmy rodziną po stracie, a jednoczesnie nadal jestesmy zwyklymi ludzmi ktorzy chca zyc, ktorzy walczą o siebie, swoja rodzine, o szczęście. Gdy widzisz mnie uśmiechnięta, umalowana nie znaczy, ze wszystko jest okej, gdy widzisz mnie zaplakana, opuchnieta od lez nie znaczy, ze sie poddalam. Zycie nie jest zero jedynkowe. By isc dalej nie mozemy zatracic sie totalnie w żałobie, z drugiej strony nie da sie zapomnieć bolu jaki nas spotkal.. Myślę, że złotym srodkiem jest zyc w zgodzie ze soba robic tak jak sie czuje w sercu. Nie zwazajac na to co ludzie powiedza, nie patrzac co wypada, a co nie. W tym calym gownie jakie nas dotyka wazne jest by nie zatracic siebie i tych najblizszych osob.. jesteśmy rodzicami po stracie ale jesteśmy tez mężem i żoną. Potrzebujemy swojej bliskości, potrzebujemy czasu dla siebie. Potrzebujemy Usmiechu i lez. Dni pełnych radosci i takich przepelnionych cierpieniem.. To, ze chcemy zyc dalej, ze chcemy czasem poczuc sie normalnie nie umniejsza nam, nie powoduje, ze przestalismy kochać nasze zmarle dzieci. Dlaczego o tym wspominam? Bo gdy bylam na poczatku swojej drogi po stracie dlugo nie dawalam sobie przyzwolenia na usmiech, jakby to mialo oznaczac, ze nie kocham Tymusia. Sama sobie odbieralam mozliwosc szczescia. Dzis, przechodzac to kolejny raz nie chce robić z siebie męczennicy, chce sie usmiechac i chce wyc jak bobr. Chce robic to na co mam ochote, to czego potrzebuje w danej chwili by moc isc dalej.. Nie boj sie robic tak by bylo Ci choc odrobine lzej, Ty – Mamo po stracie, która dopiero zaczynasz kroczyc tą bolesna droga..
Każda strata pozostawiła po sobie rany które paprzą się bez ustanku. Życie po stracie dziecka już zawsze będzie walką. Między chęcią poddania się, a wolą walki o siebie i rodzine. Życie pomiędzy ziemią, a niebem. Niby żyjesz, oddychasz a jednak w środku czujesz sie martwa(y) – nie musze mówić tego osobą które straciły dziecko/dzieci. Chciałabym by ludzie których to nie dotyczy zrozumieli namiastkę tego co czujemy, chciałabym by nie mówili rzeczy które zranią.
Nie godzę się by ktoś mówił nam jak mamy przejść żałobę bądź ile ona ma trwać.
Nie godzę się by ktoś odbierał nam prawo do cierpienia i wyrażania tego na swój unikalny sposób.
Nie godzę się być oceniana, obrażana za to, że mówię głośno o swoim bólu.
Nie godzę się by w szpitalu nie respektowano naszych praw.
Dlatego całym sercem wspieram akcje @ronic_po_ludzku #poranieni
124 dni ciazy. Tyle samo zastrzyków. Codziennie garść leków. Gowniane samopoczucie przez caly okres ciąży, wymioty, calo dniowe mdlosci, migreny, zgagi, bole w klatce.
To wszystko na nic, bo nie bedziesz tu z nami Córeczko… Mam nadzieje, ze czulas jak bardzo Cie kochamy.
Sama nie potrafie pojąć co ze mna jest nie tak, no bo ile razy może zdarzyć sie tragiczny przypadek…
Kolejny pech? Najpierw trafiasz na złych lekarzy, niefortunny zbieg zdarzen… A teraz? Przypadek? Cos czego medycyna nie potrafi wyjsnic, bo mialam pecha? Znow.. Aż ciężko wierzyć, że znow wylosowalas złą kartę od losu… Limit nieszczęść? Widac, ze nie istnieje.
A może sie poddasz i nie dowiesz sie jak smakuje zwycięstwo, a straty pojda na marne. Może nie jest dane Wam miec kolejnego dziecka, może prosisz za dużo, może Oliwier to Twoj limit szczęścia i ile byś nie probowala nie przebijesz muru głową. Może musisz zaczac zyc tym co jest, bo choć jestes silna to kiedys nie udzwigniesz wszystkiego na barkach… Tylko co jesli za rogiem rzeczywiscie czeka dziecko? Rodzenstwo Twojego syna. A Ty nigdy sie o tym nie dowiesz, bo nie sprobowalas? Bo sie poddalas. Bedziesz potrafić z tym zyc? Gdzie konczy sie wiara, a zaczyna masochizm..? Gdzie jest granica, kiedy powiedzieć STOP?
A moze to ostatni zakręt i czeka za nim Szczescie? Moze podniesiesz sie i zawalczysz o dzieciatko jeszcze jeden raz. I wygrasz, bo tym razem karty sie usmiechna?
Otwierasz oczy, to byla ciezka noc, jak kazda przed wizyta. Boisz sie jak cholera. Czujesz, że jest nie tak, a może po prostu histeryzujesz? Po takich przezyciach masz prawo miec czarne mysli w glowie. Nie rozrozniasz co jest rzeczywistoscia, a co tylko Twoim wymyslem. Piszesz z dziewczynami z insta, one rozumieja, wiedzą skad sie bierze panika, bez slow. Troche uspakajają, przecież jestes obstawiona lekami, nie krwawisz, brzuch nie boli, wyniki piękne. Odpusc sobie dziewczyno – ciesz sie! Tak robie. Od 6rano dokanczam bombki, by zajac glowe. Spycham strach w kąt. Zaczynam czuc ekscytacje. Znow sie spotkamy kurczaczku. To bedzie piekny dzien. 17 tygodni za nami, chwilowo jest bezpieczniej.
Wizyta. Zestresowana jak zwykle, pierwszy raz dopelniacie najpierw formalnosci, leki, l4 itd – doktorek rozluznia atmosfere, dobry jest w tym, nawet sie usmiechasz.
Zaprasza na lezanke. Zaczynasz czuc znajome uczucie. Kolatanie serca, gula w gardle, brak tchu. Powtarzasz sobie w glowie, ze to tylko zle przezycia. Patrzysz na ekran, masz juz doswiadczenie, bez problemu wylapujesz ksztalt dziecka. Szukasz serca. Nie widzisz. Zamierasz. Liczysz, ze doktorek powie, ze pieknie bije, moze po prostu nie zauwazylas. Ale on juz wie. Nie dowierza. Patrzy w ekran. Mowi ‚to nie mozliwe’ wtedy juz wiesz. Nie musi mowic juz nic. Do dziś słyszysz jego słowa i ten ton ktory odbija sie echem w glowie. Wiesz, ze Twoje dziecko nie zyje. Swiat sie zatrzymuje. Zapominasz jak sie oddycha. Robi sie ciemno przed oczami. Jedyne o czym myslisz to jak to kur*wa znowu powiesz mezowi. Świat wiruje, reszte wizyty pamietasz jak przez mgle. Wracasz do domu, 150km w ciszy, wypelnionej lzami i strachem. Nie o siebie. A o rodzine. Tak bardzo sie boisz, bo ile jedna rodzina jest w stanie zniesc? Nie dotykasz juz brzucha, nie możesz zniesc tego, ze twoje dziecko tam jest fizycznie ale bez akcji serca. Od tej pory wegetujesz, nie spisz, nie jesz, niby oddychasz ale znow umarlas.
Pytań macie wiele. A ja nie znam na wszystko odpowiedzi. Postaram się opisać wszystko co wiem, zaczne od faktów. Stracilam 4 na 5 ciąż. Tym razem 17tc
W srode mialam lekarzy, wyniki wszystkie idealne. DOktorek w ciezkim szoku, widac, ze nie dowierzal. Stwierdził brak akcji serca. Dziecko zmarlo +/- 1.5tyg temu. Czy mialam jakies objawy? Nie. Żadnych boli brzucha, plamien, czego kolwiek. Doktorek wczul sie bardzo, zadzwonil od razu do ordynatora, zajal sie wszystkim. Zaproponowal pobranie mikromacierzy (to jest dodatkowo dosc kosztowne badanie rozwine ten temat innym razem) z materialu poronnego, bo według niego dziecko mialo jakąś wade chromosomalna lub zadziala sie jakas infekcja. Inne kwestie wedlug niego nie wchodza w gre, zakrzepowe leki bralam, immunologicznie rowniez. Wiec znane nam do tej pory czynniki strat byly zabezpieczone, tak jak sie da.
W czwartek o 17 mialam wstawic sie na oddzial, zostalam zaopiekowana jak nigdy dotad. W kazdej ciazy, w dwoch roznych szpitalach mialam same zle przezycia, tutaj bylo odwrotniw kazdy dbal o moj komfort co pozwalalo godnie przejsc to po raz kolejny. Tak na prawde mimo tylu strat nie wiedzialam co mnie czeka, bo kazda byla na innym etapie. Po przyjeciu na oddzial od razu dostalam tabletki i cewnik foleya by jak najszybciej zaczęła sie akcja. Nastawiali mnie ze calosc potrwa okolo 2dni. O 1 w nocy skurcze zaczely byc co raz gestrze. O 2.30 juz chodzilam po scianach. Polozne byly na kazde zawolanie, mile, opiekuncze. CHoc nie do konca wierzaly ze az tak mnie boli, bo przeciez dopiero kilka godzin tu jestem i po pierwszej dawce. Kolo trzeciej zaczelo mnie czyscic, wymiotowalam, mialam biegunke – podobno dobry znak, szyjka sie rozwiera. I tak po 4tej wypadl cewnik, a chwile pozniej urodzil sie dzidzius. Nie widzialam go, bo urodzil sie z calym woreczkiem owodniowym. Polozne zabraly od razu, by zabezpieczyc material oraz dzidziusia Ja mialam sie przebrac i od razu na zabieg. (zaluje ze nie poprosilam by mi od razu pokazali jak tylko uda im sie Go zabezpieczyc. Mam nadzieje ze mimo to przed pochowkiem bedzie jeszcze szansa) Lekarze, polozne wszyscy na kazdym etapie informowali, co robia, po co. Za co bede im wdzieczna juz zawsze.
Apogeum, wszystko i nic. Totalna pustka, a za chwile galop myśli. Kazda kolejna strata nie boli więcej, Bol jest taki sam. Silny, zapierajacy dech, okrutny, a jednak jest latwiej… No cóż, myślę, że ten bol nie maleje. On jest bez zmienny. Jednak to my sie zmieniamy, oswajamy go, przytulamy do siebie jak przyjaciela. Jest czescia nas. Godzimy sie z tym.
4straty, kazda zupelnie inna.
Poronienie samoistne.
Poronienie zatrzymane – indukcja ekspresowa i zaraz lyzeczkowanie, bo ‚nie mieli czasu’
Martwy porod 34tc – CC.
Poronienie 17tc w którym udaje się urodzic dziecko + lyzeczkowanie.
I właśnie każda strata inna fizycznie, ale i psychicznie. Z każda kolejna wbrew pozorom jest łatwiej, wiesz czego spodziewac sie w głowie, znasz juz siebie, swoje zachowania. wiesz czego unikac, a co pomaga. Znasz juz partnera i łatwiej zrozumiec to, ze rozmijamy sie w żałobie. Na ten przyklad ja potrzebuje sie wyplakac, on nie, ja patrze sie godzinami w sufit, on musi sie czyms zajac, ma przypływ siły, a ja totalnie nie chce nic robic. On je za trzech, a ja nie przelkne kesa. On przesypia stres, ja nie zmruze oka. Ja potrzebuje przegadac, on woli nie mowic nic.
Po stracie Tymona to dla nas bylo trudne, nie rozumielismy sie, nie potrafilismy dac sobie tego, czego potrzebowalismy. jesteśmy tak bardzo rozni, w takich sytuacjach to nie pomaga.
Dzis jesteśmy madrzejsi. Dajemy sobie przestrzeń na przeżywanie po swojemu, ale tez kazde z nas daje jakas czesc siebie w ofierze, by byc w tym razem. Dlatego tez teraz jest mi łatwiej, bo nie musze dodatkowo martwic sie o nasz zwiazek, bo wiem, ze ten sztorm nie zniszczy naszej łodzi która plyniemy przez zycie.
Należy Wam się informacja, bo byliście ze mną w momentach gdy nie chciałam żyć, gdy myślałam, że już nie zasługuje na szczęście.. Wspieraliscie. Część z was juz wie, i to wam dziekuje najbardziej – doceniam to, ze pomagacie nie zwariowac! ❤
Nie chce trzymac tego w tajemnicy.. Bo co to da? Jestem w ciąży! Jeśli dane mi bedzie byc w ciazy kilka tygodni to chce sie cieszyć nia, z calych sil. Kazda ciąża nawet ta krotka umocnila nas, kazda miala sens. Wierze, ze ta tez ma sens. A może los nas oszczędzi tym razem i wrocimy OBOJE cali i zdrowi..
Tylko proszę o jedno NIE GRATULUJCIE. Na to przyjdzie pora jak już dzidzia będzie z nami na rękach.. Teraz to TYLKO serduszko.. Nasze małe 6mm szczęscia.. Trzymajcie kciuki, bo ciezki ze mnie przypadek.. takim jak ja każda pomoc jest potrzebna..
Piąta ciąża. Jedno dziecko w domu. Co dla nas masz losie???
Jestem w ciąży. Jeszcze nie tak dawno nie potrafilam wymówić tych słów, jakby to mialo sprawić, ze zaraz ją strace. Taki mechanizm obronny zeby przetrwac. Lape sie na tym, ze caly czas powtarzam ‚jeszcze zyje dzidzius’ ‚na razie wszystko okej’ zostawiam sobie furtke na wrazie gdyby… Nie zapomniałam o stratach, nie da sie Tymona zastąpić, tęsknie i nadal zalewam sie łzami stojąc nad jego grobem. Mam wrazenie, ze teraz jest trudniej. Taka sinusoida uczuc, cieszysz sie z fasolki w Twoim brzuchu a jednoczesnie w chuj tesknisz za nim, wszystko sie przypomina, wraca ze zdwojona sila. Choćbym nie wiem jak bardzo starała się wyluzować, ciało pamięta strach, ból, tęsknotę i pustke nie do opisania… każdego dnia boje się, o siebie, o swoje dziecko którego serce widziałam na monitorze, o to co sie stanie jeśli tym razem również los ma w planach rzucić nas na glebe. Wiele razy wyobrazalam sobie ciążę po stracie Tymona, jak mam być szczera, myślałam, że będę psychicznie wrakiem. A ja staram się wierzyć w to, że będzie dobrze, a co jeśli nie? Tak takie pytania tez chodzą mi po głowie. Jeśli pójdzie nie po naszej myśli, wyliżemy się z tego – jak zawsze. Po wczorajszym story dostalam milion wiadomości, ze to moj czas, ze musze byc samolubna by przetrwac, by psychicznie nie ranić sie bardziej. Jednak ja tak nie potrafie. Poronienia, martwy porod, to wszystko siedzi tak głęboko we mnie, ze nie potrafie wyzbyc sie tego, nie potrafie przejść obojetnie obok tragedii ktore kazdego dnia ktoś przechodzi. Żebym ja mogla donosić ciążę, ktoś ja traci. To jest okrutne, niesprawiedliwe. Nie powinno byc strat. Jednak one sa i beda. I nagle kumuluje sie milion mysli w glowie.. Wracaja wspomnienia, jak to Ty ronilas ciaze, jednoczesnie czujac bol tej osoby ktorej swiat sie wlasnie zawalil, kiedy Ty przed dzien widzialas serduszko, a tym samym czujesz ulge, ze tym razem los Cie oszczedzil. Czujesz tez niepokoj, a co jesli kolejna będziesz Ty? Przeciez los nie rozdaje po rowno..
Dziś chce cieszyć sie tym stanem. Jestem wdzieczna za to, ze moge byc w ciąży. Chce wierzyć, ze tym razem wrocimy do domu cali i zdrowi.
Dzień który miał być jednym z piękniejszych stał się naszą życiową tragedią. Jeden dzień, dwa święta. Urodziny Kamila i dzień śmierci Tymusia. Nic już nigdy nie będzie takie samo. Już zawsze będziemy rodzinom po stracie I choć żyjemy, stanelismy na nogi to dziura w sercu pozostanie na zawsze, do końca naszych dni. Dwa lata, taki szmat czasu, a boli jakby to bylo wczoraj. Czy czas sprawia, ze mniej boli? Nie. Po prostu przyzwyczajamy się do tego cierpienia, choć to tak cholernie męczące.. Dla większości świata życie toczy sie dalej, dla nas dzis swiat znowu sie zatrzymal. Znow ziemia pod stopami drzy, a serce szlocha. Przetrwamy to. Bo jestesmy w tym razem, rodzina która pokona nie jedno, byle byc razem. . Tymulku… Jesteś naszym promieniem słońca, powodem by być lepszymi ludźmi tylko po to by ponownie spotkać się jak przyjdzie na to czas. Głęboko wierze, że jeszcze nadrobimy to co nam odebrano. A dziś nie smuc się kochanie, choc nie ma mnie przy Tobie to kazdego dnia przed snem otulam Cie do snu w swoich myslach, bo juz zawsze będę Twoja mamą, choc nie jest mi dane sie Tobą opiekować. Nie gniewaj sie gdy widzisz nasz bol, lzy i cierpienie. Tylko tak mozemy okazać miłość do Ciebie. Tesknota zostanie z nami na zawsze. A przytulic Ciebie byloby spelnieniem marzen. Daj mi jakis znak, prosze, ze jest Ci dobrze tam. Na pewno macie huczna impreze z okazji Twoich urodzin z innymi dziecmi, duzo balonow, piękny tort i same uśmiechnięte buzie. Oddalibysmy wszystko bys byl z nami, wiesz o tym prawda? Powiedz mi jak tam jest? Jestes szczęśliwy? Czy ma kto czytac Ci bajki przed snem, czy jak sie przewrocisz to ma kto całować kolano? Co lubisz jesc? Co już potrafisz? Do kogo jesteś podobny? Tak wiele pytan, bez odpowiedzi. Oczami wyobraźni widze Nas razem. Szczesliwych beztroskich. We czworke. Mama Tata Oli i Ty nasz kochany synku. – czy na prawde niebo istnieje? Czy bedzie Nam dane byc tam razem? Jesli tak.. To czekam cierpliwie, by ponownie sie spotkac, tym razem w lepszych, piekniejszych okolicznosciach. Kochamy całym sercem. ❤
Po lewo kwiaty dla Tymusia od najblizszej mi osoby, ktora wspierala mnie po porodzie i wspiera do dzis, Tak Lucy to o Tobie, cholernie dziękuje za wszystko i za to, ze do dzis o nim pamietasz choc wcale nie musisz ❤❤❤ po prawo oltarzyk ku pamieci Tymusia z okazji jego urodzin u innej mamy po stracie – tak wlasnie jest między nami, rodzicami po stracie rozumiemy sie bez slow.
Jest taki dzień jak dziś, gdzie wszystko wraca ze zdwojoną siłą, dzień w którym zwykły oddech sprawia trudność.. Życie nagle traci resztki koloru i odechciewa się walczyć. Najchętniej poszłabyś na grób położyła się na nim, by być bliżej dziecka. Płakałabyś tak długo, aż braklo by Ci łez. Albo nawet… Skonczyla byś ze sobą, by w końcu odetchnąć i przytulic swoje szczescie.. Wiesz, ze te mysli nic nie zmienia, bo musisz byc silna. Jednak fantazjujesz o tym, by zniknac z tego swiata. Jednak musisz zyc. Dla nich. W koncu im to obiecalas… musisz w tym trwac, bo masz osoby ktore liczą na Ciebie, za ktore jestes odpowiedzialna. Jednak nie umiesz inaczej, ból paraliżuje, czujesz otępienie i niechęć do świata ale i do siebie, bo przecież juz bylo lepiej, prawda? Myslalas, ze wychodzisz na prosta.. By znow poszybowac w dol, w najwieksza odchlań. Z minuty na minute nagle jak pogoda zmieniasz nastroj, bo coś Cie zabolalo w sercu, cos sie przypomnialo, albo o czyms zamarzylas co jest nierealne. Popieprzone jestes życie. I tak samo popieprzona jest żałoba.
No… Ponarzekalas, poplakalas? To otrzyj gębe, bo Twoj trzylatek patrzy na Ciebie, jest smutny, wiesz, ze to maly empata – wyczuwa wszystko – tuli i pyta co sie dzieje.. Na nim tez to sie odbija, a przecież tego nie chcesz. Ogarnij sie, zaraz przyjedzie maz, nie chcesz by widzial, ze znow plakalas. Nie chcesz by cierpial jeszcze bardziej wiec wstan i walcz, kolejny raz, bo co innego Ci zostalo?!? Pieprzona syzyfowa żałoba.
22 miesiące, dokładnie tyle czasu minie za kilka dni od kiedy Twoje serce przestało bić.. Tak bardzo bym chciała znów Cię przytulić, pocałować, wziąć w ramiona… Tęsknie, bardzo mocno..
Ból nie jest mniejszy. Dziś to wiem. Nigdy nie będzie. Jednak staram się go tolerować, by przetrwać codzienność. Oswoiłam się z nim, na co dzień jest w miare znośnie, otulasz się tym bólem, bo znasz go bardzo dobrze, nic innego Ci nie pozostaje, jak zaprzyjaźnić się z nim, aż nagle w jednej chwili, jak iskra zapala zapalnik by zdetonować to co nieokiełznane w sercu i duszy rozpadasz się na nowo, jakby to wszystko wydarzyło się dziś. Na nowo uczysz sie krokow próbujesz wstać – gdy jesteś blisko upadasz ponownie. Taka syzyfowa praca do końca życia. Tak juz będzie zawsze, pogódź się z tym! Ciesz sie z chwil gdy jest lżej, a gdy znów runiesz w przepaść, bądź dla siebie dobra, daj sobie czas a gdy będziesz gotowa na nowo wstań i walcz.
Zaraz kolejne święta bez Ciebie – te pierwsze chyba najgorsze. Nie byliśmy w stanie ich obchodzić, ból uniemozliwial normalne funkcjonowanje. Jedyna choinke jaką ubralismy to byla ta na cmentarzu, wyłam jak katowany pies, jednak czulam ze potrzebuje tego. . Dziś prawie dwa lata po Twojej stracie jest inaczej, w tym roku i u nas będą święta… MAmy tez Oliwiera – nie mozemy naszej zaloby przenosic na niego.. Staramy się żyć, uśmiechać, cieszyć z tego co mamy, jednak zawsze będzie brakować Ciebie przy naszym stole i w naszych ramionach. Uwielbiam robić stroiki dla Ciebie, jedyneie tyle moge dla Ciebie zrobic, tak bardzo raduje mnie to.. I choć łzy cisną się do oczu przy robieniu ich, to wiem, że nie chce o Tobie zapomnieć, choćby cały świat zapomniał, my rodzice będziemy o Tobie pamiętać