Siedem miesięcy temu zawaliło nam się życie. Zmarł Tymuś ale i cząstka Nas.. Jak trzymamy się dziś? Kiepsko wiesz.. Nie chce lukrować, że jestem super silna, że wszystko idzie w dobrą stronę, bo tak nie jest. Tak jak pisałam w poprzednim poście żałoba się zmienia, łez jest co raz mniej, uśmiechu co raz więcej. Jednak widzę, że dzieje się ze mną coś… Złego. Mrocznego. Zaczęło się jakiś czas temu i nie uważam, że to tylko taki etap. Myślę, że bez pomocy kogoś ‚mądrzejszego’ sobie nie poradzę. Jestem jak tykająca bomba. Niewielka iskra odpala lawinę złych decyzji, obrzydliwych zachowań. Temperament choleryka nie pomaga. Zawsze odbierałam wszystko bardziej emocjonalnie, z większą intensywnością… Ale teraz nie czuję się sobą. Mam wrażenie jakbym stała z boku i nie miała wpływu na swoje zachowania. Moje ciało odmawia posłuszeństwa bez powodu zaczyna wzbierać we mnie złość, rośnie, rośnie i wybucha z byle powodu. W tym czasie moje ciało spina się, czuję każdy mięsień który pali, ból w klatce jest tak potężny, że ciężko złapać oddech, ręce drżą, a po wszystkim wracają cholerne nerwobóle migreny i skurcze żołądka, a i wymioty… Tak reaguje ciało, a w efekcie nie mogę się skoncentrować, nie potrafię robić kilku rzeczy na raz, zapominam co chce zrobić czy powiedzieć, czuję się wiecznie zmęczona i jestem rozdrażniona, nie panuje nad słowami, mówię rzeczy które nie są prawdziwe, krzyczę, rzucam przedmiotami, jakbym nikogo nie potrzebowała by po chwili rozpłakać się jak niemowlę które potrzebuje opieki..
Czuje, że nawalam, że jestem wrakiem człowieka, wyżywam się na wszystkich w okół. Przez co ciężko spojrzeć mi w lustro, ranie tych których kocham. Nienawidzę siebie.
Przez to wszystko Nasz związek jest wystawiony na kolejną próbę. Kamil jest cierpliwy, nikt inny by tego nie wytrzymał, a On cały czas jest przy mnie. Widzę, że i jemu puszczają emocje. Nie dziwie się w sumie, bo kto by wytrzymał tyle z takim potworem jakim się stałam. Mówi, że mnie nie poznaje, gdzie jest jego Gosia.. Boje się, że umarła, że jej nie odnajde. Sama nie wiem co zrobić by to zmienić. Sama nie czuje się sobą. I nie czuje się na siłach z tym walczyć.
Być może to neurastenia, znacie kogoś kto miał takie objawy? A może sami z tym walczycie?



