7 miesięcy.

Życie to ciągła walka. O szczęście, rodzinę, miłość, o zdrowie, pieniądze, o każdy uśmiech. Każdy toczy własną batalię na różnych płaszczyznach. Życie nie rozdaje po równo. Podobno dostaniesz od życia tyle ile jesteś w stanie znieść. Ciekawe czy to prawda? I jaki to ma cel?

Niektórzy całe życie prześlizgują się pomiędzy problemami, a inni dostają od losu kopniaka za kopniakiem. Gdzie w tym sens? Co byś nie robiła, życie nie raz powali na kolana, przydusi byś nie miała siły wstać. Co wtedy możemy zrobić? Walczyć ze wszystkich. pieprzonych. sił. Mówią, że nadzieja jest matką głupich… Być może tak jest ale każda matka kocha swoje dzieci. I wiesz… Ta nadzieja daje siłę by wstać. Czasem mam wrażenie, że już zgasła we mnie, by za chwilę znów się tliła chociażby niezauważalnie..

7 miesięcy – tyle czasu minęło od dnia w którym część Nas umarła wraz z chwilą gdy serce Tymusia przestało bić.. Ani ja, ani Kamil nie jesteśmy tymi samymi ludźmi. Mamy rany w sercu które co rusz się rozdrapują i paprzą, rany które nigdy się nie zagoją. Jednak chce wierzyć, że życie przyniesie Nam jeszcze piękne dni, wolne od łez.. Chcę wierzyć, że zaznamy kiedyś spokoju. Jestem zmęczona walką ale wiem, że idziemy dobrą drogą, wiem też, że warto walczyć. Gdybym nie walczyła gdzie byłabym dziś? Gdybym poddała się podczas starań, a potem dwóch poronień nie byłoby z Nami dziś Oliwiera. On jest moją tęczą, nadzieją. W momencie kiedy już nie wierzyłam, że życie może mieć dla nas coś dobrego pojawił się On. Cudowny, wyjątkowy i wywalczony. Przechodzimy chwilę kryzysu, załamań i awantur o nic. Jest we mnie złość którą ciężko przekierować lub zmienić w coś dobrego.. Jednak mamy po co walczyć, bo mamy coś niepowtarzalnego – prawdziwą miłość i siebie nawzajem. Patrzymy w jednym kierunku. Dziś bogatsi o kolejne blizny walczymy o uśmiech i o siebie nawzajem. O małe rzeczy. By nauczyć się stąpać po tym nowym, trudnym świecie.

Grafika wykonana na zamówienie specjalnie dla Nas, by upamietniła Naszą ciężką drogę, by w chwili zwątpienia pokazała Nam ile już przetrwaliśmy i by dawała nadzieję na lepsze dni.

Zaczynam rozważać terapię, chyba dorosłam do tego by porozmawiać o tym co czuje z kimś na żywo. Pisanie pomaga, rozmowy z innymi mamami po stracie również, jednak czuję, że nie idę na przód z żałobą, łez jest mniej, jednak nie potrafię poradzić sobie ze złością która jest we mnie. Nie wiem jak zapanować nad tym. Widzę, że zaburza to obraz rzeczywistości i sprawia, że robię problemy których nie ma gdy spojrzę na to z boku.

Opublikowane przez Aniołkowa Mama

Żona i Mama czwórki dzieci. Trzech aniołków w niebie i jednego na ziemi.

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij