Jest taki dzień jak dziś, gdzie wszystko wraca ze zdwojoną siłą, dzień w którym zwykły oddech sprawia trudność.. Życie nagle traci resztki koloru i odechciewa się walczyć. Najchętniej poszłabyś na grób położyła się na nim, by być bliżej dziecka. Płakałabyś tak długo, aż braklo by Ci łez. Albo nawet… Skonczyla byś ze sobą, by w końcu odetchnąć i przytulic swoje szczescie.. Wiesz, ze te mysli nic nie zmienia, bo musisz byc silna. Jednak fantazjujesz o tym, by zniknac z tego swiata. Jednak musisz zyc. Dla nich. W koncu im to obiecalas… musisz w tym trwac, bo masz osoby ktore liczą na Ciebie, za ktore jestes odpowiedzialna. Jednak nie umiesz inaczej, ból paraliżuje, czujesz otępienie i niechęć do świata ale i do siebie, bo przecież juz bylo lepiej, prawda? Myslalas, ze wychodzisz na prosta.. By znow poszybowac w dol, w najwieksza odchlań. Z minuty na minute nagle jak pogoda zmieniasz nastroj, bo coś Cie zabolalo w sercu, cos sie przypomnialo, albo o czyms zamarzylas co jest nierealne.
Popieprzone jestes życie.
I tak samo popieprzona jest żałoba.
No… Ponarzekalas, poplakalas? To otrzyj gębe, bo Twoj trzylatek patrzy na Ciebie, jest smutny, wiesz, ze to maly empata – wyczuwa wszystko – tuli i pyta co sie dzieje.. Na nim tez to sie odbija, a przecież tego nie chcesz. Ogarnij sie, zaraz przyjedzie maz, nie chcesz by widzial, ze znow plakalas. Nie chcesz by cierpial jeszcze bardziej wiec wstan i walcz, kolejny raz, bo co innego Ci zostalo?!?
Pieprzona syzyfowa żałoba.