Otwierasz oczy, to byla ciezka noc, jak kazda przed wizyta. Boisz sie jak cholera. Czujesz, że jest nie tak, a może po prostu histeryzujesz? Po takich przezyciach masz prawo miec czarne mysli w glowie. Nie rozrozniasz co jest rzeczywistoscia, a co tylko Twoim wymyslem. Piszesz z dziewczynami z insta, one rozumieja, wiedzą skad sie bierze panika, bez slow. Troche uspakajają, przecież jestes obstawiona lekami, nie krwawisz, brzuch nie boli, wyniki piękne. Odpusc sobie dziewczyno – ciesz sie!
Tak robie.
Od 6rano dokanczam bombki, by zajac glowe. Spycham strach w kąt. Zaczynam czuc ekscytacje. Znow sie spotkamy kurczaczku. To bedzie piekny dzien. 17 tygodni za nami, chwilowo jest bezpieczniej.
Wizyta.
Zestresowana jak zwykle, pierwszy raz dopelniacie najpierw formalnosci, leki, l4 itd – doktorek rozluznia atmosfere, dobry jest w tym, nawet sie usmiechasz.
Zaprasza na lezanke.
Zaczynasz czuc znajome uczucie. Kolatanie serca, gula w gardle, brak tchu. Powtarzasz sobie w glowie, ze to tylko zle przezycia. Patrzysz na ekran, masz juz doswiadczenie, bez problemu wylapujesz ksztalt dziecka.
Szukasz serca. Nie widzisz. Zamierasz.
Liczysz, ze doktorek powie, ze pieknie bije, moze po prostu nie zauwazylas.
Ale on juz wie. Nie dowierza. Patrzy w ekran. Mowi ‚to nie mozliwe’ wtedy juz wiesz. Nie musi mowic juz nic. Do dziś słyszysz jego słowa i ten ton ktory odbija sie echem w glowie.
Wiesz, ze Twoje dziecko nie zyje. Swiat sie zatrzymuje. Zapominasz jak sie oddycha. Robi sie ciemno przed oczami. Jedyne o czym myslisz to jak to kur*wa znowu powiesz mezowi.
Świat wiruje, reszte wizyty pamietasz jak przez mgle.
Wracasz do domu, 150km w ciszy, wypelnionej lzami i strachem. Nie o siebie. A o rodzine. Tak bardzo sie boisz, bo ile jedna rodzina jest w stanie zniesc?
Nie dotykasz juz brzucha, nie możesz zniesc tego, ze twoje dziecko tam jest fizycznie ale bez akcji serca.
Od tej pory wegetujesz, nie spisz, nie jesz, niby oddychasz ale znow umarlas.