
Od zawsze wiedziałam, że chce być mamą.. Było to dla mnie oczywiste, że kiedyś zajde w ciążę, donoszę bez problemów, mamy dużą rodzine, ciąże są bez problemowe, nie było strat.. Nie zdawałam sobie sprawy jak ciężka droga do macierzyństwa jest przede mną.
Do czego zmierzam? O stratach sie nie mówi. Ja dopiero teraz gdy Tymon zmarł przepracowałam straty w głowie i już mi nie wstyd! To tak powszechny problem.. Poznałam tu wiele cudownych aniolkowych mam, które marzą o dziecku, jednak nadal wiele kobiet wstydzi się powiedzieć PORONIŁAM, ZMARŁO MI DZIECKO. To nadal temat tabu. A nie powinien być. Gdybym po pierwszych dwóch stratach wiedziała ile Nas jest, wiedziała, że nie jestem sama i przede wszystkim jakaś kobieta która też to przeszła powiedziała ‚rozumiem. Ja też byłam w tym miejscu’ byłoby mi łatwiej. A tak obwiniałam się bardzo, bo w okół ciągle media społecznościowe pokazują Nam piękne, bezproblemowe ciąże, cudowne macierzyństwo. To powodowało przytłoczenie i jeszcze większą nienawiść i bezradność. Każda strata wyrwała mi część serca, nienawiść do siebie zatruwała mój organizm ale też i życie mojego męża. Wytrwał ze mną pomimo trudów. Idziemy dalwj mimo to w jednym kierunku.
Śmierć dziecka nigdy nie będzie sprawiedliwa, ale wierze, że możemy wynieść ze wszystkiego co Nam się przydarza cos dobrego. Nie chcę by śmierć Tymusia i moich dwóch fasolek poszła na marne. Jeśli choć jednej kobiecie będzie lżej czytając posty, to ma to sens!
Dziś, jestem silniejsza. Nie wstydze się swoich strat. Jestem mamą czwórki dzieci. Trzech Aniołków w niebie i tęczowego Oliwiera na ziemi.