Jak lekarz powiedział, że mój malutki synuś nie żyje, nie wierzyłam. Krzyczałam żeby sprawdził dokładnie, bo na pewno się pomylił przecież jeszcze wczoraj Tymuś ruszał się w brzuchu. Niemożliwe. Nie wierzę. On jednak był pewien. Powtórzył diagnozę. Przyszła młoda lekarka dokończyć badanie, a ja jedyne co mogłam to krzyczeć „po co pani mnie jeszcze bada?! Skoro on nie żyje! Proszę mnie zostawić!” każda sekunda podczas badania wydawała się wiecznością jednak ona musiała wykonać swoją pracę. Jedyne o czym myślałam to, że chce znaleźć Kamila, chciałam by mnie przytulil, by usłyszał to ode mnie, a nie od obcych ludzi. Nigdzie go nie mogłam znaleźć, jakaś położna obiecała, że pomoże mi go znaleźć… W pewnym momencie usłyszałam przeraźliwy płacz, wiedziałam, że to Kamil, że już wie. Szukałam Go nasłuchując skąd dochodzą odgłosy… Zastałam go płaczącego, skulonego na ziemi. Serce pękło mi po raz kolejny.. Bo jeśli się kocha kogoś z całego serca to ból drugiej osoby jest o stokroć większy jak swój własny. Jedyne co mogłam zrobić to Go przytulić z całych sił. Niestety Kamil nie mógł zostać ze mną.. Plan był taki, że zawozi mnie do szpitala i wraca do domu do synka, bo nie mieliśmy z kim zostawić Oliwiera. Wiedząc to oboje musieliśmy wykrzesać z siebie resztki sił. On wracając do domu, do dziecka. Ja tutaj w szpitalu.
Gdy odesłałam Kamila do domu położna zaprowadziła mnie na porodówkę, urodzi Pani naturalnie – powiedziała. Moje marzenie stało się koszmarem, bo po co rodzić naturalnie? Skoro dziecko jest martwe.. Każdy skurcz przypominał mi o tym, że to wszystko na marne. Skurcze które się nasilały to nic w porównaniu do tego co czułam w sercu. To tam rozgrywała się prawdziwa masakra.. Na sali obok kobieta rodziła PIĄTE dziecko. Słyszałam co chwila KTG które sprawiało, że moje serce przestawało bić. Nigdy nikomu niczego nie zazdrościłam.. Cieszyłam się gdy komuś się powodzi. W tamtej chwili jednak byłam cholernie zła na tą kobiete, że jej dziecko żyje przecież wyraźnie słyszałam KTG, które było największą torturą dla mych uszu.. bicia serca Tymusia już nie usłyszę nigdy. Skurcze co raz silniejsze, co raz częstsze.. A rozwarcie nadal bez zmian na opuszek palca pomimo kilku godzinych regularności.. Z racji tego, że obok rodziła kobieta żywe dziecko to mną nikt się nie zajmował, nawet mi to pasowało, że nie musze patrzeć na współczucie położnych.
W pewnym momencie poczułam ogromny, tępy nieprzerwany ból brzucha, skurcze które czułam dotychczas to nic podług tego uczucia. Aż nagle lunął ze mnie wodospad krwi.. Przyleciały położne, od razu wezwano lekarzy, nie wiem ile osób było wtedy w pomieszczeniu, było to bez znaczenia. Zaczęłam czuć, że trace świadomość, zawroty głowy, duszności. Resztę pamiętam jak przez mgłę. Położyli mnie na łóżku, szybkie usg i diagnoza oddzielilo się łożysko. Pamiętam tylko jak krew ze mnie tryskała jakby naciskał ktoś butelkę z wodą.. I tak w kilka minut znalazłam się na stole operacyjnym, zaczęła się walka o moje życie. Tak bardzo pragnęłam być przy Tymku, nie chciałam żyć, czemu wtedy walczyłam? Pewnie podświadomie wiedziałam, że musze wrócić do Oliwiera, że on potrzebuje mamy, a Kamil żony.