
Misie dla Tymulka, nie mogę się doczekać aż zaniosę mu je. Niestety muszę poczekać, bo pracę nagrobkowe się wydłużają tak na prawdę nawet nie zaczęli czekamy w ‚kolejce’ 😔
Robienie zniczy, misiów jest dla mnie na swój sposób terapią. Pomaga mi to radzić sobie z tą sytuacją. Przy dwójce małych urwisów nie miałabym pewnie czasu iść spokojnie do toalety, nie raz bym pewnie marudziła jak jest cholernie ciężko.. bez Tymusia wydaje mi się, że mam mnóstwo wolnego czasu i staram się Go gospodarować tak by cały czas mieć coś do roboty. 3/4dnia spędzam z Olim na dworzu, bawiąc się z Nim, wymyślając zabawy, ciesząc się każdą chwilą z Nim. Sprzątanie, Obiady szykuje po nocach jak zasypia, późno się kładę wcześnie wstaje. Mam mniej czasu na rozmyślania które nie wnoszą nic dobrego. A przy robieniu tych drobnostek dla Tymulka mogę chociaż płakać do woli, narzekać i kur*wować, że życie jest do dupy, nie czuje wtedy do siebie pretensji, że jestem słaba. A gdy skończę wycieram łzy i jest mi lżej, staje się silniejsza, bo muszę dla Oliwiera, nie chce by on widział mnie zalaną łzami. To jest mój sposób. Nie powiem Ci jak żyć po stracie, jak sobie z nią radzić. Każdy musi znaleźć swój własny unikalny sposób który pomoże się mu podnieść. Życie na każdym kroku pokazuje mi, że nie ważne jak cholernie jest źle to można się podnieść, bez znaczenia w jak wielki dół się wpadło. I choć serce będzie krwawić, rana nie będzie się mogla w pełni zagoić to.. Trzeba żyć, bo życie to dar. I choć Tymusiowi nie było dane poznać wielu rzeczy to myślę, że ja to życie musze przeżyć za niego w taki sposób by był dumny.
A Ty Tymulku mam nadzieję, że patrzysz na Nas z góry i cieszysz się, że rodzice ‚jakoś’ sobie radzą. Kocham Cię bezgranicznie, pamiętaj! 💙💙